Ko(sz)mary Powróciły! Komarex 2-1 Aquila (20.04.2013)

Ko(sz)mary Powróciły! Komarex 2-1 Aquila (20.04.2013)

Ko(sz)mary Powróciły! Komarex 2-1 Aquila

Po sobotniej porażce drużyna Aquili kontynuuje niechlubną serię spotkań bez zwycięstwa z Komarexem, która wynosi już 4 mecze (1 remis 3 porażki). Prawie nic nie wskazywało na taki rozwój wydarzeń, no może poza tym, że do Komarowa nie zabraliśmy żadnego nominalnego stopera. Nie była to nasza wina – po prostu wszystkim w ostatniej chwili wypadło coś ważnego, jak zwykle przed takimi meczami to bywa.

Pierwszą sytuację na bramkę powinien był zamienić Łukasz Niechwiadowicz już w 3 minucie meczu. Piłkę dograną od Marka Garncarka uderzył wewnętrzną częścią stopy szukając długiego słupka bramki, jednak ta pechowo odbiła się od niego i wyleciała za boisko. Po tej akcji zaczęliśmy z jeszcze większym impetem atakować drużynę gospodarzy. Opłaciło się, ponieważ już w 13 minucie spotkania za sprawą Łukasza Modelskiego wyszliśmy na prowadzenie. Zawodnik ten znajdujący się na skraju pola karnego zdobył świetną bramkę z cyklu „stadiony świata”. Szkoda, że zabrakło mu zdrowia na całe 90 minut, bo harował za trzech. Kilka minut później, kolejną doskonałą akcję powinien był wykończyć ktoś z dwójki Nitzler – Niechwiadowicz, jednakże zbyt długie zwlekanie z oddaniem strzału zakończyło się stratą piłki i zażegnaniem niebezpieczeństwa przez obrońców Komarexu. Zresztą bramkarz przeciwników też zasługuje na słowa uznania, mimo słabych warunków fizycznych wykazuje się znakomitym refleksem i skocznością i na pewno jest wyróżniającym się zawodnikiem tej drużyny.

W sumie mecz był wyrównany. Oba zespoły grały typowy wiejski futbol, czyli laga i do przodu – na tym boisku inaczej się po prostu nie da grać. Pałowaliśmy piłkę tak ze 60 minut, ale należy zaznaczyć że Komarexowi w drugiej połowie było o wiele łatwiej, gdyż ich zawodnicy pałowali z wiatrem, a co gorsze słońce jeszcze bardziej obróciło się w kierunku zachodnim świecąc naszemu bramkarzowi prosto w oczy w wyniku czego nie złapał piłki lecącej mu prosto w ręce, ale nie ma co narzekać. Jesteśmy drużyną Orły i nigdy się nie poddajemy. Sędzia też się nie poddawał, choć wyglądał na nieco oszołomionego przez cały mecz. Najpierw nie zauważył, gdy nasz bramkarz wielokrotnie sobie rzucał piłkę na ziemię po czym ją łapał, nie usłyszał nawet gdy my go op… WRÓĆ! uczyliśmy go pospiesznie zasad gry, a kibice Komarexu chóralnie krzyczeli „pośredni, pośredni”. Sędzia również nie zauważył ewidentnego zagrania ręką przez zawodnika gospodarzy, tłumacząc się po meczu, że „zatrzymywanie piłki ręką się nie liczy, gdy ta ręka jest przy ziemi”. Co więcej najprawdopodobniej zapomniał kartek, odwracając się w drugą stronę przy zbyt ostrych wejściach z obu stron, gdyż jak sam powiedział przed spotkaniem: ten „mecz” ma wyglądać jak spotkanie w Lidze Mistrzów. Całe szczęście, że zawodnicy byli jednak świadomi rangi spotkania i wiedzieli w którym momencie odstawiać nogę, rękę, głowę.

Spotkanie na 2:1 dla Komarexu ustalił w 83 minucie Michał Sobański. NO I CO? NO I WSZYSTKO W TYM TEMACIE… NA JESIENI ZNOWU BĘDZIEMY MARZYĆ O SERIE A. NAJPRAWDOPODOBNIEJ CZEKA NAS KOLEJNA PIĄTA JUŻ POTYCZKA Z KOMAROWEM MARZĄCYM O TYM SAMYM TYLKO O JAKIEŚ PLUS MINUS 9 LAT DŁUŻEJ OD NAS.

Attachment

Leave a Comment