Od kiedy do ekstraklasy ???⬇⬇⬇

Przychodzą do klubu czterolatki, czasami jeszcze plączą im się nogi nawet kiedy biegną bez piłki, patrzysz jak zaczynają robić postępy, w razie potrzeby wiążesz sznurówki, mija rok, dwa, trzy, z grupy czterolatków powstaje drużyna coraz bardziej pewnych siebie zawodników cieszących się grą w piłkę, wyjazdami na mecze, turnieje i wtedy….

…na horyzoncie pojawiają się skauci i wszystkowiedzący wujkowie, którzy nagle zauważają przyszłą gwiazdę futbolu i uważają, że wiek siedmiu, ośmiu lat to najwyższy czas na przeniesienie dziecka do akademii z logiem ekstraklasy.

Jednak wczesna selekcja i odkrywanie talentów kończy się dla 99,9% dzieci fiaskiem i „odstrzeleniem” z „elitarnej” akademii po roku, trzech, sześciu latach, podczas kiedy większość zawodników zostających profesjonalnymi piłkarzami to talenty zasilające ekstraklasowe akademie w zdecydowanie starszym wieku. Kluby takie jak Bayern Monachium czy Manchester City na przykład całkiem zrezygnowały z naboru najmłodszych dzieci do swoich akademii i przyjmują dzieci dopiero od wieku 11 lat.

Dlaczego? Co duża akademia zaoferuje kilkuletniemu dziecku, co jest niedostępne w osiedlowym klubie? Lepszych trenerów? Nie. Lepszy poziom szkolenia piłkarskiego? Nie. Lepszy sprzęt? Nie. Wyższy poziom gry w swojej kategorii wiekowej? Nie. Większą radość z gry niż z kolegami z osiedla? Nie.

Akademia za to zabiera dziecku w tym wieku coś bardzo ważnego. Co? Zabiera czas i radość z uprawiania sportu. Które małe dziecko wytrzyma regularne dojazdy i stanie w korkach po 1-3 godziny dziennie by dojechać na  60-75 minutowe treningi z przeciętnym trenerem, często mającym mniejsze doświadczenie i wiedzę niż ten pierwszy trener zatrzymujący grę, by wiązać czterolatkom sznurówki? Czas stracony na dojazdy to czas na gry i zabawy skradziony dziecku na zawsze przez rodziców wierzących w magię. Presja na wynik tu i teraz, to kradzież dziecku radości z gier i zabaw z piłką w grupie najlepszych kolegów. To też skradzione dziecku marzenia o zostaniu królem strzelców na przykład Pogoni czy Legii. No bo o czym jeszcze marzyć, skoro w wieku siedmiu czy ośmiu lat już nosi się ekstraklasowy trykot.

Adam Kensy młodość spędził w Czarnych Nakło, Marian Kielec do trzynastu lat trenował w LZS Wielgowo, Kamil Grosicki czy Grzegorz Krychowiak zasilili ekstraklasowe akademie dopiero jako trampkarze, Robert Lewandowski do siedemnastego roku życia reprezentował Deltę Warszawa, zaś Jacek Zieliński – w swoim czasie podstawowy obrońca Legii i Reprezentacji Polski, jako nastolatek trenował głównie biegi, a do poważniejszej piłki w II-ligowym Iglopolu Dębica trafił dopiero mając siedemnaście lat.

Czemu to piszemy? Rodzicom, wujkom i wszelkim „skautom” do zastanowienia.

Które dziecko ma większą szansę na zostanie w przyszłości piłkarzem na miarę swojego potencjału? To które spędzało wiele czasu z kolegami na spontanicznych grach i zabawach na świeżym powietrzu, regularnie wspierane przez trenera pomagającego znaleźć drogę do nabywania kolejnych umiejętności piłkarskich i uczącego współpracy w zespole? Czy dziecko, które mając siedem, osiem, czy dziewięć lat stało w korkach, by dojechać na „elitarny” trening chłopców, na których rodzice nieustannie wywierają presję na zostanie drugim Lewandowskim, a trenerzy co roku oceniają, by „odstrzelić” a w to miejsce przyjąć nowy, lepiej rokujący „talent”.

Sądzicie, że jeden czy drugi siedmio-, ośmiolatek ma piłkarski talent? Wyłączcie komórkę, odłóżcie laptopa, przestańcie bawić się w skautów i menadżerów. Identyfikacja talentu w tym wieku to nie jest test czy trening próbny, to długofalowy proces, w którym liczy się nie tylko wiek metrykalny, ale też wiek biologiczny, wiek sportowy, szybkość nabywania kolejnych umiejętności technicznych i taktycznych, sprawności ogólnej, współpracy w grupie, cierpliwości, punktualności, zdyscyplinowania, wyciągania wniosków i szeregu innych umiejętności przydatnych kompletnemu piłkarzowi. Tego żadne dziecko nie nauczy się grając na komórce podczas regularnych podróży na drugi koniec miasta, czy płacząc w internacie za rodzicami.

Dyrektorzy ekstraklasowych akademii niech pamiętają, że celem pracy akademii nie jest wygrana ośmiolatków ze Szczecina z ośmiolatkami z Barcelony, lecz to, ilu z nich zostanie w przyszłości profesjonalnymi piłkarzami. Zbyt wczesna selekcja połączona z nadmiernymi specjalistycznymi obciążeniami treningowymi i regularnym „odstrzałem” prowadzi do efektu odwrotnego od oczekiwanego, a u wielu zawodników z czasem dochodzi do wypalenia w sporcie, zmagania się z kontuzjami, zaś u tych, których ekstraklasowa kariera piłkarska zakończyła się na etapie trampkarza czy juniora – do niskiej samooceny i często całkowitej rezygnacji z uprawiania ulubionej w dzieciństwie dyscypliny.