Pół żartem, Pół serio… wywiad z Łukaszem Kubicielem

Ostatnio powracający po kontuzji Łukasz nie może odnaleźć formy. Długo nie trenował. Bardzo przybrał na wadze. Czy odzyska swoją świetną dyspozycję sprzed kontuzji? Czy odnajdzie się w lidze ALPN? Czy na wiosnę powalczy o miejsce w składzie? I ostatnie pytanie, czy zacznie tracić na wadze, aby odzyskać pełnię swojej sprawności? Na tego typu pytania tym razem próbował odpowiedzieć mi zawodnik szczecińskiej Aquili, Łukasz Kubiciel.

– Tradycyjny zestaw startowy, czyli skąd dowiedziałeś się o istnieniu zespołu Aquili Szczecin, dlaczego zdecydowałeś się na grę tutaj i kto Ciebie tutaj sprowadził? Jak wyglądało Twoje wejście do drużyny?– Do Aquili sprowadził mnie Łukasz Modelski. W sumie o klubie już wiedziałem wcześniej, ponieważ u mnie na uczelni wisiało bardzo dużo plakatów zachęcających do gry w moich obecnych barwach. Kiedy rozważałem podjęcie gry w obecnym klubie, słyszałem bardzo wiele pozytywnych opinii o Aquili, od osób związanych z klubem, bądź którzy już mieli z nim styczność i tak oto zjawiłem się na treningu i nie przebierając w klubach niższych lig okręgowych gram tutaj i jak na razie nie narzekam. Moje wejście do drużyny? Trochę czasu już od tego minęło :). Pamiętam jak przyszedłem, Janek mnie zapytał na jakiej pozycji grywałem. Powiedziałem, że głównie na skrzydłach, ale w Aquili jestem uniwersalny, jak Adam Frączczak w Pogoni Szczecin- już grałem na każdej pozycji :). Niestety do tego dżentelmena umiejętnościami troszkę jeszcze brakuje.– B klasa to Twoje marzenie?

– Hmm każdy ma jakieś marzenia. Moim jest zagrać w West Hamie- marzyć nikt nikomu nie zabroni… chociaż kiedyś pewna dziewczyna mi powiedziała, że marzenia, to cele, które sobie stawiamy w życiu i do których dążymy. W jakimś stopniu to prawda, bo człowiek nie tylko ma marzenia sportowe :). Po powrocie po kontuzji teraz chcę odnosić sukcesy ze swoją drużyną i grać z nią jak najwyżej. Kto wie, może jak już będę old boyem, to zagramy w II lidze albo ekstraklasie.

– Aquila w tym sezonie, póki co, radzi sobie w miarę dobrze, jak sądzisz dlaczego? Wyrównany skład? Indywidualności potrafiące wziąć na siebie ciężar gry? W czym tkwi siła?

– Moim zdaniem potrzeba czasu, żeby stworzyć coś, co przynosi efekty, czasami trwa to krócej, czasami dłużej. Na pewno wpływ na wyniki ma bardzo dobra atmosfera w szatni, a także wszystko po trochu, jak powiedziałeś: wyrównany skład , indywidualności… moim zdaniem cała drużyna spisała się w tej rundzie bardzo dobrze. Wiadomo w zespole też są indywidualności, które biorą na siebie ciężar gry między innymi Paweł Łubian, który potrafi przejść kilku zawodników i oddać piłkę komuś innemu, który z kolei będzie miał więcej wolnego miejsca. Mamy także silną ławkę, jeśli ktoś jest w niższej dyspozycji dnia, to zawsze może ktoś wskoczyć i go godnie zastąpić. Siła w czym tkwi w tym sezonie? Moim zdaniem w drużynie jest team spirit.

– Jak to mówią, naprawiać trzeba zacząć od siebie… Jakie masz wady, a co jest Twoją mocną stroną? I to niekoniecznie na boisku. Poza tym, jak się czujesz po kontuzji, bo chyba trochę Ciebie nie było…

– Wady i zalety… Hmm, moją zaletą moim zdaniem jest samozaparcie w dążeniu do celu, zarówno w życiu prywatnym, jak i piłkarskim. Każdy ma jakieś wady. Dziewczyny, z którymi się spotykałem zawsze mi mówiły, że w niektórych sytuacjach zachowuję się jak małe dziecko, ale do tej pory nie wiem, w których i jak. Łatwo też nawiązuję relacje z ludźmi. Natomiast ocenę moich wad i zalet boiskowych pozostawię sztabowi szkoleniowemu Aquili. Co do kontuzji, fakt, niestety dopadła mnie w lutym i spowodowała pięciomiesięczną absencję i musiałem pójść na stół operacyjny. Był to najcięższy moment mojej piłkarskiej przygody, ale na pocieszenie na sali miałem Wojtka Załęskiego, któremu niestety też noga odmówiła posłuszeństwa i ortopedzi składali nas tego samego wieczora. Urozmaiceniem w szpitalu były Mistrzostwa Świata, już pomijając telewizor na monety… ale cóż, uroki szpitali. Przy wsparciu fizjoterapeuty Miłosza, który pracował bardzo długo, żebym mógł znowu grać, (za co należą mu się podziękowania) jestem znowu na chodzie. Myślę, że jak się odbuduję i złapię formę, to klub będzie miał ze mnie mnóstwo pociechy.

– Teraz trochę już pozaboiskowo. Na co oprócz piłki nożnej ma czas Łukasz Kubiciel? Uczysz się? Pracujesz? Opowiedz coś o sobie.


Łukasz Kubiciel poza boiskiem jest normalnym facetem , który studiuje historię na Uniwersytecie Szczecińskim. Nieraz sam się dziwię, że tam jestem. Jest jednak w miarę ciekawie. Bardzo dużo uczę się, nie tylko w czasie sesji, jak to często bywa na studiach, ale też wykorzystuję każdą wolną chwilę na odkrywanie tajemnic historii. Czas poza treningami i studiami poświęcam głównie, żeby spotkać się ze znajomymi, pójść z koleżankami na spacer, do kina, czasami się zdarzy do teatru. Wbrew pozorom jestem trochę porządny ;). Kiedy można, to wyjście do klubu ze znajomymi, wszystko z umiarem.

– Czy na wiosnę uda się utrzymać dobrą passę? – Liczę na to, że tak i awans stanie się faktem. Tylko do każdego meczu trzeba podchodzić jak do decydującego o awansie.

– Co lubisz zjeść? Co byś polecił zdrowego, smacznego, lekkiego i dlaczego?

– Szczerze wszystko prócz szpinaku, ale szczególną słabość mam do kaczki z jabłkami mojej mamy, pierogów z kapustą i grzybami mojej babci i sałatki greckiej mojej przyjaciółki. Z owoców głównie jadam banany, truskawki oraz jabłka. Ze zdrowego i smacznego- sałatkę grecką bym polecił, w sam raz, żeby zjeść na obiad zastępując sobie jakieś danie i tak nie ciąży na żołądku. Ewentualnie jakaś zupa, mi smakuje pomidorowa.

– W takim razie idziemy do przyjaciółki na sałatkę.

Z Łukaszem rozmawiał Aleksander Iwanowski

Attachment