Sport to mord ?

W szkole uczą nas, że „sport to zdrowie”. Tymczasem wśród zawodników uprawiających piłkę nożną, nawet na najniższym poziomie rozgrywkowym trudno znaleźć takiego, który nigdy nie musiał korzystać z pomocy medyków w związku z uprawianym sportem. Przeciętna drużyna piłki nożnej to wręcz drużyna inwalidów. Każdemu coś dolega, jak nie kolanko, to drugie kolanko, jak nie kolanko to kostka, jak nie nóżki to paluszki albo coś innego. Na boisku przeważnie kilku w stabilizatorach, a na widowni zawsze jakiś kulawy albo o kulach patrzący z zazdrością na grających kolegów.

Piłka nożna jest grą kontaktową, co wiąże się ze stosunkowo dużym ryzykiem kontuzji. Dochodzi do nich zarówno w czasie treningów jak i meczów. Są to głównie poskręcane kolana, kostki, uszkodzone torebki stawowe, ponaciągane i ponadrywane ścięgna i mięśnie. W prawie żadnym sporcie nie ma tylu kontuzji co w piłce nożnej, no może w boksie, ale tam najczęściej morda porozbijana, parę dni z limem pochodzi i wraca na ring. Zresztą w boksie to normalne, bijesz się, to liczysz się z tym, że i ciebie ktoś uszkodzi. Tymczasem piłka nożna z założenia miała być grą z zasadami fair-play, a tu masa urazów, skręceń, złamań, gorączkowe poszukiwania pilnej rehabilitacji czy fachowca potrafiącego naprawić popsute kolano, o co w naszej rzeczywistości wcale nie tak łatwo (Narodowy Fundusz Choroby….WRÓĆ! Zdrowia dba głównie o siebie, a nie o kontuzjowanych chłopaków. Przeciętny czas oczekiwania na rehabilitację to kilka miesięcy, a na operację trzeba czekać nawet latami. Kogo obchodzi los zawodnika amatora, który sam się potem musi borykać nie tylko z kłopotami zdrowotnymi, a też z problemami w pracy, w szkole?).

Skąd się w ogóle bierze duża ilość kontuzji w piłce nożnej?

Występują duże obciążenia przede wszystkim kolan ale i stawów skokowych. Jest to spowodowane częstymi gwałtownymi startami, sprintami, zatrzymaniami, nagłymi zmianami kierunku biegu, do czego dochodzi jeszcze kontakt z piłką i z przeciwnikiem. Wymaga to doskonałego przygotowania ogólnorozwojowego, fizycznego, prawidłowej rozgrzewki. W amatorskiej piłce do tych czynników dochodzi sposób grania (braki techniczne nadrabiane są boiskowym chamstwem, złośliwymi faulami, wydaje się, że niektórzy wręcz biegają po boisku z obłędnym wzrokiem, poszukując nie piłki lecz kolejnej ofiary do unicestwienia), styl grania (zero zagrań taktycznych, laga pod bramkę i Mieszane Sztuki Walki pod tytułem „kto kogo pierwszy trafi” w polu karnym), boiska – kartofliska, na których łatwiej wyeliminować się ze sportu niż rozegrać jakąkolwiek akcję (Wydaje się, że niektóre kluby nie tylko tolerują taki stan swoich boisk, a wręcz go hołubią, traktując jako swój atut. Gdzie jest związek? Utrzymanie równej murawy nie kosztuje drogo, a jeśli klubu czy gminy nie stać na murawę, niech to będzie nawet piach, a nie góry i doły poryte przez dziki, wysypane szkłem z rozbitych butelek po piwie i porośnięte gdzieniegdzie kępami trawy) i powszechna „znieczulica” sędziowska (już w grupach dziecięcych bywa, że mały piłkarz wykonuje polecenia stojącego przy linii trenera, krzyczącego: popchnij go, sfauluj, pociągnij za koszulkę, a sędzia na boisku zachowuje się tak, jak gdyby jego wzrok i słuch były mocno przytępione).

Co zatem zrobić, by z boiska po treningu, meczu zejść w miarę możliwości cało i zdrowo? Zacznijmy od czynników, na które zawodnik ma najmniejszy wpływ, czyli od boisk i sędziów.

1. Boiska. Związek nie powinien dopuszczać do rozgrywek krzywych, nieprzygotowanych boisk z dołami, dziurami i kępami. Przedstawiciel związku sprawdzający boiska nie tylko przed sezonem, ale także wyrywkowo w jego trakcie to powinna być codzienność. Koszt wyrównania i przygotowania płyty boiska do treningów i rozgrywek, koszenia trawy jest nieadekwatny do kosztów leczenia i rehabilitacji urazów, cierpień a czasem nawet dramatów życiowych piłkarzy będących skutkiem zaniedbań w tym względzie i niewspółmiernie mały do innych wydatków na sport ponoszonych przez gminy i kluby.

2. Sędziowie. Drużyny naszego klubu chętnie uczestniczą w sparingach i turniejach rozgrywanych w Niemczech. Dlaczego? Ponieważ nawet na najniższym poziomie rozgrywki są prowadzone profesjonalnie. Tam gra jest wprawdzie ostra, ale z reguły gra się piłką i w piłkę, a nie w kości, a sędzia naprawdę dba o prawidłowy przebieg gry. Złośliwe faule karane są kartkami i wykluczeniem zawodnika także w grupach dziecięcych. Byliśmy nawet świadkami przerwania zawodów, wezwania policji w celach dyscyplinujących trenera i rodziców w sytuacji, gdy jedno dziecko uderzyło drugie z celowym zamiarem zrobienia mu krzywdy. Zawody zostały wznowione po pouczeniu dorosłych i dzieci i po publicznym przeproszeniu poszkodowanego przez winowajcę.

Piłka nożna jest grą kontaktową i ryzyka kontuzji nie da się zupełnie wyeliminować, jednak należy zrobić wszystko, by to ryzyko było jak najmniejsze. Sędzia odpowiada nie tylko za prawidłowy przebieg gry, ale ma też ogromny wpływ na bezpieczeństwo zawodników. Nie może się bać nieraz trudnych decyzji i udawać, że nie widzi ewidentnych fauli. Z drugiej strony sędzia nie jest Bogiem i nie jest w stanie widzieć wszystkiego, co dzieje się na boisku, szczególnie w najniższych ligach, gdzie nie ma asystentów. To jest zadanie dla wszystkich działaczy związkowych i trenerów. Nie uczmy boiskowego „cwaniactwa”, chamstwa, sposobów faulowania, gdyż w ten sposób poziom naszej piłki nożnej nie wzrośnie. Może tak być, że ta czy inna drużyna wygra jeden, drugi, trzeci mecz, ale polska piłka nożna nie wyjdzie nigdy z poziomu zaścianka. Uczmy zasad fair-play, szanujmy się nawzajem i pamiętajmy, że młode pokolenia czerpią wzór ze starszych. Niech boiska będą pełne czerpiących radość z gry na różnych poziomach aż do podeszłego wieku, niech zgorzkniałych byłych piłkarzy, wyeliminowanych ze sportu z powodu nieodwracalnych skutków przebytych kontuzji i twierdzących, że “sport to mord” będzie jak najmniej.

Leave a Comment