Szkolenie jest przereklamowane?

W dniu 4 stycznia na łamach Przeglądu Sportowego mogliśmy przeczytać felieton Pana Redaktora Krzysztofa Stanowskiego pt. „Szkolenie jest przereklamowane”. Napisaliśmy odpowiedź z którą możecie się zapoznać poniżej.

>>> Kliknij TUTAJ aby zapoznać się z felietonem Pana Krzysztofa <<<

W felietonie Pan Redaktor podważa zasadność narzucania klubom obowiązku szkolenia młodzieży, proponując inne rozwiązania oparte przede wszystkim na modelu biznesowym prowadzenia klubów piłkarskich.

Szanowny Panie Redaktorze

Reprezentuję mały klub piłkarski, mający jedną drużynę seniorów i cztery drużyny dziecięce, łącznie około stu zawodników i finansowany już czwarty rok z rzędu przede wszystkim ze składek członków stowarzyszenia, gdyż w budżecie gminnym średniego miasta wojewódzkiego prawie zupełnie nie ma pieniędzy na kolejny klub na piłkarskiej mapie, podczas gdy z łatwością znajdują się fundusze na różne ważne jednorazowe cele typu pokazy fajerwerków, zloty żaglówek, konkursy poetyckie, światełka pokoju itp. Zgadzam się z Panem Redaktorem, że klub powinien funkcjonować jak każda normalna firma, jednak w świetle obowiązujących w Polsce przepisów jest to po prostu niemożliwe.

Już od dawna można zauważyć, iż trenowanie dzieci przez ekstraklasowe kluby często wcale nie przekłada się na wprowadzenie młodych, zdolnych zawodników z własnych szkółek do pierwszej drużyny.

Aczkolwiek miasta, gminy płacą im na ten cel całkiem pokaźne sumy, a dodatkowo rodzice najmłodszych zawodników wysupłują comiesięcznie w tym samym celu wcale niemałe pieniądze w formie obowiązkowych składek. Uważam, że wobec tego, zamiast zasilać z budżetów gminnych głównie kluby, których seniorzy grają na najwyższym poziomie rozgrywkowym, można by sfinansować działalność szeregu mniejszych klubów. Obecnie gminne pieniądze są prawdopodobnie „przejadane” głównie przez pierwszy zespół, a młodzi piłkarze reprezentujący ekstraklasowy klub, kończąc wiek juniora lądują w większości w „klubie zmarnowanych talentów piłkarskich” bądź rozgoryczeni kontynuują karierę w klubach z niskich lig.

A może zamiast dofinansowywać kluby z budżetów gminnych należałoby właśnie wprowadzić model biznesowy do funkcjonowania klubów zmieniając przepisy?

Czas najwyższy na to. Niech gminy przestaną mieszać się w sport w sposób w jaki się mieszają. Należy zmienić zasady finansowania ze strony gminy, miasta. Należałoby strukturalnie zmienić model finansowania tak, by każdy obywatel mógł finansować klub, do którego należy. Podstawą egzystencji klubów powinny być składki od członków klubu i sponsoring firm na danym terenie (co powinno być rekompensowane członkom klubu, sponsorom możliwością pomniejszenia płaconych podatków). Wtedy kluby miałyby racjonalną podstawę egzystencji, gdyż dbałyby nie tylko o zawodników, lecz także o swoich członków i sponsorów. Działałoby to też w drugą stronę- społeczność finansująca klub miałaby realny wpływ na rozwój danej dziedziny sportu w danym osiedlu, gminie, mieście i patrzyłaby o wiele lepiej na ręce zarządu klubu niż kontrolujący klub gminny urzędnik.

W tej chwili wygląda to tak, że każdy klub jest uzależniony od „bossa” typu prezydent miasta, który ma praktycznie nieograniczoną niczym władzę w rozdzielaniu publicznych pieniędzy między kluby, gdyż dotacje są „wyrażeniem jego woli”, niekoniecznie zależnie od tego, czy i jakie masz wyniki sportowe.

Do tego dochodzi wydawanie grubych milionów przez gminy na kluby ekstraklasowe za tak zwaną promocję miasta, co zabiera małym klubom możliwości funkcjonowania, dlatego na najniższym poziomie nie powstają prawie żadne nowe kluby. A ile małych klubów mogłoby powstać, funkcjonować i regularnie szkolić młodzież za kilka milionów rocznie? Nasz klub otrzymał z budżetu gminnego w 2013 roku 5000zł na cały rok na wszystkie drużyny. Gdyby pieniędzmi, jakie gmina w naszym mieście daje ekstraklasowemu klubowi w zamian za promocję , wsparte zostały kluby osiedlowe i uczniowskie, może okazałoby się, że wkrótce udałoby się nam osiągnąć statystyki sprzed II wojny światowej, a w przyszłości może wyrównać współczesne niemieckie statystyki, gdzie jedna drużyna piłkarska zrzeszona w DFB przypada na 480 obywateli, zaś jedna drużyna seniorów na 1300 mieszkańców. Tak, tak. Obecnie w Szczecinie jest mniej klubów piłkarskich niż przed wojną na tym samym obszarze.

Czy w Polsce musimy wytyczać swoją własną, często bezsensowną drogę rozwoju piłki nożnej, sprowadzającą się do rozwoju kolesiostwa, znajomości i cwaniactwa?

Czy miasto Londyn płaci grube miliony funtów Arsenalowi lub jakiejkolwiek innej drużynie za promocję miasta? Czy Hertha nosi na koszulkach logo Berlina, kasując za to miliony Euro z budżetu stolicy Niemiec? Tam faktycznie obowiązuje model biznesowy i żaden aparatczyk państwowy nie reguluje finansowania klubów. Wara im od klubów! W Niemczech kluby tworzą, utrzymują i finansują sponsorzy, a także członkowie ze swoich własnych składek, które mogą sobie odpisać od podatku, dlatego każdy klub zabiega o poparcie jak największej rzeszy ludzi i liczy się z ich zdaniem. Nigdy nie zrobi nic złego przeciwko nim, gdyż jego funkcjonowanie natychmiast by się skończyło przez brak środków od tych ludzi. Dlatego tam piłkę nożną mogą uprawiać wszystkie chętne dzieci, a nie tak, jak w Polsce, przede wszystkim te, których rodziców stać na opłacenie comiesięcznego „haraczu”, zakup markowego sprzętu i dojazdy do często odległej szkółki piłkarskiej. Jak wśród tych dzieci, dla których piłka nożna to tylko jedna z wielu atrakcji, znaleźć w przyszłości klasowego piłkarza? Przecież dla nich piłka to (poza nauką gry na fortepianie, jazdą na gokartach, uprawianiem kitesurfingu , ćwiczeniem kciuków przy najnowszym modelu komputera czy Xboxa i nauką języków) tylko jedno z wielu zajęć, na które są codziennie dowożeni przez mniej lub bardziej zamożnych rodziców, żyjących marzeniami, by ich pociecha w przyszłości została gwiazdą reprezentacji Polski i co często kończy się ogólnym rozczarowaniem.

Czy ktoś zastanawiał się nad tym dlaczego 80-milionowe Niemcy, 50-milionowa Anglia mają o wiele więcej piłkarzy reprezentujących światowy poziom niż ponad 38 milionowa Polska i dlaczego tam systematycznie wzrasta ilość klubów i zarejestrowanych piłkarzy? Gdyby proporcje niemieckie przenieść na nasz grunt, w Polsce w oficjalnych rozgrywkach powinno brać udział około 80 tysięcy drużyn, w tym ponad 27 tysięcy drużyn seniorskich (Niemcy – 81mln obywateli, 165 229 drużyn, w tym 59 952 drużyny seniorów biorące udział w oficjalnych rozgrywkach Związków Piłkarskich zrzeszonych w DFB w sezonie 2012/2013). Czyli dla przykładu w takim mieście jak Warszawa powinno brać udział w oficjalnych rozgrywkach ponad 3500 drużyn piłki nożnej, w tym 1308 drużyn seniorów na różnych poziomach, przy czym im niższa liga, tym tych drużyn powinno być więcej.

Do czego zatem doprowadza przyjęcie modelu biznesowego w sporcie i samofinansowania klubów bez daleko idącej ingerencji ze strony gmin?

Do rozwoju sportu tam, gdzie mieszkańcy faktycznie będą widzieli tego potrzebę, przejęcia przez obywateli odpowiedzialności za jego funkcjonowanie oraz faktycznej kontroli nad klubem.

Jaka wobec tego powinna być rola gmin? Jakie zajęcie znaleźć dla rzeszy urzędników rozdzielających obecnie publiczne pieniądze między kluby i „kontrolujących” wydatki przez te kluby ponoszone? Swoją drogą – konia z rzędem temu, który dotrze do sprawozdań finansowych klubów utrzymywanych przecież w dużej mierze z publicznych pieniędzy. Jak ktoś kiedyś ładnie napisał: „w Polsce budżety klubowe to temat TABU, choć lwia część tych budżetów to pieniądze publiczne”. INFRASTRUKTURA!!! Urzędnicy powinni zadbać o to, by w każdej wiosce, dzielnicy, nawet w centrach dużych miast powstały tereny przeznaczone na sport i rekreację, niezależnie czy to będzie piłka, tenis, czy inny sport. Powinno powstawać tylko to, co w danym miejscu jest potrzebne i oczekiwane przez mieszkańców. Udostępnianie tych terenów klubom sportowym, które NIEODPŁATNIE szkolą dzieci i młodzież. Wprowadzenie uchwał wspomagających kluby decydujące się na przeprowadzenie remontów budynków klubowych, budowę zaplecza sanitarnego, termomodernizację tych obiektów. Zadbanie o to, by dobrze rozwijała się współpraca na linii szkoła – klub, udostępnienie szkolnych sal gimnastycznych klubom w zamian za prowadzenie dodatkowych zajęć pozaszkolnych dla uczniów danej szkoły. Pora zerwać z dotacjami na przeprowadzane zrywami akcje typu „wszystkie dzieci na orliki”, czy „piłka dla przedszkolaków” gdzie dzieci zachęcone do uprawiania sportu zostają pozostawione same sobie zaraz po zakończeniu akcji. Pożądane jest natomiast wspieranie programów długofalowych mających na celu sportowe szkolenie dzieci i młodzieży, całoroczne udostępnianie hal, boisk bezpłatnie lub za preferencyjną opłatą, wspieranie działalności szkół i klas sportowych.

W takim modelu jest też i rola dla związków sportowych. KOORDYNACJA PRZEDE WSZYSTKIM.

Jak wiadomo koordynacja polega na koordynowaniu. Co to znaczy i który okręgowy związek piłki nożnej w Polsce prawidłowo prowadzi koordynację? PZPN wydał w 2013 roku broszurę pt. „Unifikacja szkolenia i systemu współzawodnictwa dzieci i młodzieży piłkarskiej w Polsce. Ilu trenerów ją zna i stosuje? Ilu dyskutuje nad przedstawionymi tam informacjami i pracuje nad ulepszeniem zasad? Piłka nożna jest dyscypliną robiącą szybki postęp, w związku z tym zasady te powinny być regularnie aktualizowane. Ilu działaczy związkowych pracuje nad tym, by zorganizować regularne rozgrywki piłkarskie dla najmłodszych na jednolitych zasadach, system indywidualnych testów piłkarskich dla każdej grupy wiekowej, by skoordynować pracę klubów na danym terenie, zainicjować współpracę pomiędzy trenerami, wprowadzić program mentorski, w którym najbardziej doświadczeni, najlepiej wyszkoleni trenerzy dzieliliby się swoją wiedzą z trenerami będącymi dopiero na początku swojej trenerskiej drogi?

Przecież wzrost ilości zarejestrowanych piłkarzy, klubów, lig i rozgrywek piłkarskich to większy budżet związkowy, więcej pieniędzy na szkolenia nowych trenerów, na wspieranie rozwoju takich dziedzin piłki nożnej jak np. futsal, na dofinansowanie zakupu oprogramowania pomocnego trenerom w układaniu programów i analizie meczów (każdy zrzeszony trener Federacji Angielskiej otrzymuje bezpłatnie oprogramowanie wspomagające układanie ćwiczeń treningowych i za symboliczną opłatą oprogramowanie do analizy meczów na podstawie zapisu wideo z jednej kamery – o czym polski trener dzieci czy młodzieży może jedynie pomarzyć bądź ewentualnie kupić za pieniądze własne czy bogatego sponsora wierzącego w to, że jego syn wyrasta na drugiego Messiego, a co najmniej Piszczka). Co więcej, okręgowe związki piłkarskie nie powinny wspierać niezdrowej rywalizacji na poziomie dziecięco-młodzieżowym lecz inicjować współpracę.

Cieszymy się sukcesami reprezentacji młodzieżowych i gdzieś po drodze zapomniano, że w piłce nożnej nie jest sukcesem wygrana szesnastolatków w meczu z innymi szesnastolatkami, lecz to – ilu z nich będzie z powodzeniem grać w piłce seniorskiej, ale to już jest miejsce na inną dyskusję. Dodam tylko, że rolą związku jest zorganizowanie i ujednolicenie rozgrywek i systemu testów najmłodszych piłkarzy, uporządkowanie przepisów w taki sposób, by nie zapominać, że dzieci rozwijają się indywidualnie i że z ustawionego pod bramką przeciwnika utalentowanego ośmiolatka o wzroście 140 cm, na którego idą wszystkie piłki od kolegów, niezwykle rzadko wyrośnie drugi Ibrahimowicz z kiwką Messiego i z zawziętością Maradony. Rozgrywki dzieci i młodzieży powinny być prowadzone w taki sposób, by przede wszystkim dawać radość najmłodszym piłkarzom, uczyć respektu w stosunku do sędziego, trenerów i opiekunów, uczyć także zdrowych zasad piłkarskiej rywalizacji i nie eliminować dzieci, które na danym etapie rozwoju nie osiągają maksymalnego pułapu możliwości.

Popieram Pana Redaktora w pomyśle, by kluby opierały się na modelu biznesowym. Jednak, by to wprowadzić w życie, należałoby całkiem zmienić model finansowania sportu w Polsce.

Nic nie powstało i nie miało szansy na dłuższą racje bytu, jeżeli inicjatywa i regulacja była prowadzona odgórnie, a nie oddolnie.

Albo to funkcjonuje źle, jak były system polityczny, który odszedł do lamusa, albo rodzi patologie i korzyści z tego nikt poza „ustawionymi” jednostkami nie ma, ani nasze drużyny ekstraklasowe które grają niby na najwyższym poziomie, a nie mogą sobie poradzić z drużynami malutkiej Łotwy, Estonii, czy większej Rumunii, ani tym bardziej reprezentacja.

W takim układzie kluby na najniższym poziomie nie mają szans powstać, gdyż tort gminny jest już dawno podzielony, a dotychczasowi beneficjenci są wręcz zainteresowani tym, by tych kawałków tortu było jak najmniej.

Tylko zdrowe, jasne zasady finansowania pozwolą w końcu ruszyć z miejsca nie tylko piłkę nożną, inne dyscypliny sportu również. Od wieków wiadomo, że rynek napędza gospodarkę a nie odwrotnie, zaś od dwudziestu kilku lat wiemy, że komunisty system zarządzania gospodarką, w którym zakłady produkcyjne były finansowane z budżetu państwa bez względu na osiągane wyniki, a dotacje zależały często od widzi mi się kacyka partyjnego i różnego rodzaju układów – już dawno się przeżył. W sporcie rynkiem jest społeczeństwo, gospodarką kluby sportowe, zaś zasady funkcjonowania przypominają nadal zasady obowiązujące w gospodarce państwowej. Być albo nie być klubów, to aktualnie często decyzja urzędnika, który rozdziela publiczne pieniądze stanowiące lwią część budżetów klubowych nawet na poziomie ekstraklasy.

Mieszkańcy zupełnie nie czują się związani z lokalnym sportem, nie mają realnej możliwości wpływu na funkcjonowanie klubów na własnym terenie, ich podatki nie zmniejszą się ani o grosz, jeżeli dofinansują lokalny klub sportowy, podobnie jak podatki sponsorów, dlatego polscy obywatele często wolą zapłacić niewielką składkę nie za członkostwo we własnym osiedlowym klubie, lecz za członkostwo Arsenalu, Barcelony tudzież innej Chelsea. Kosztuje niewiele, daje prestiż i poczucie wsparcia ze strony tych klubów, które nie otrzymując pieniędzy wydawanych lekką ręką przez prezydenta miasta, wójta czy burmistrza – szanują i doceniają każdego nowego członka, nawet z odległego państwa i nie lekceważą go, pomimo iż niewielka składka to tylko ułamek promila w wielomilionowych budżetach tych klubów.

Dlatego nasza piłka nożna jest jaka jest. Uwagi Pana Redaktora odnośnie zasad funkcjonowania klubów są interesujące, ale by zrezygnować z centralnego sterowania potrzebne jest wiele zmian ustawowych, których przeprowadzenie zależy od chęci ich wprowadzenia przez działaczy PZPN, polityków i wreszcie od posłów i senatorów, którym zupełnie nie przeszkadza nawet to, że zamiast właściwie wykorzystywanego Stadionu Narodowego mamy Narodową Ślizgawkę. Gdyż są zajęci przede wszystkim dbaniem o własną urodę i karierę, a nie najważniejszymi sprawami kraju, a do takich należy rozwój sportu. Obudzą się przed kolejnymi wyborami lub podniosą lament po kolejnych przegranych eliminacjach naszej reprezentacji w takich czy innych mistrzostwach.

>>>Link do artykułu na portalu ligowiec.net <<<

Attachment